Wyświetlam 1 - 10 z 51 notek

Humor nie chumor, kojarzyć nie kojażyć czyli samokrytyka.

  • Napisane 30 września 2015 o 12:12

Oto ja ( na załączonej ilustracji ) – blondynka, która myśli, że się schowała Och, jestem pełna samokrytyki. Wręcz wylewa się ona ze mnie. Ale grunt, to odkryte własne niedoskonałości przyjmować z HUMOREM. To, że robię mnóstwo błędów ortograficznych , to wiedziałam od zawsze. Przypomniał mij ktoś o tym ( Takisobie – gorąco pozdrawiam) i dziękuję. Naprawdę dziękuję. Dobrze, że czasami sprowadzi nas ktoś na ziemię i przypomni o naszych niedoskonałościach. A tam – doskonała, to ja w życiu nie chciałam być. Doskonałe jest nudne. ( tak, tak, pocieszaj się Stella) Zresztą ideał, to dla każdego co innego. A wracając…

Kartka z kalendarza na poprawę chumoru.

  • Napisane 29 września 2015 o 15:18

Ostatnio zauważyłam, ze bardzo zabawne jest czytanie kartek z kalendarza. Po pierwsze sprawdzenie : jakie  lub kogo dziś święto ? Dziś DZIEŃ KAWY oraz DZIEŃ HIPOCHONDRYKA a także DZIEŃ KURIERA I PRZEWOZNIKA. Na innej stronie znalazłam,że DZIŚ DZIEŃ GŁOŚNEGO CZYTANIA. Zaraz wyobraznia podsunęła mi dzisiejsze święto łączone : DZIEŃ KURIERA I PRZEWOZNIKA HIPOCHONDRYKA, który  zamiast pić KAWĘ musi GŁOŚNO CZYTAĆ. W takiej sytuacji składam mu szczere życzenia, aby dostał mnóstwo wybornej kawy i w ciszy poczytał sobie np. ulotki leków. Szczególnie gorąco ściskam wszystkich kurierów, którzy mają na imię : Cyriak, Dadzbog, Dadzboga, Dariusz, Franciszek, Fraternus, Gabriel, Gajana, Grimbald, Ludwin,…

Czyżby koniec lata ???

  • Napisane 26 września 2015 o 17:27

Koniec lata ? Jak to ? Niemożliwe ! Przecież się dopiero zaczęło ! Nawet nie zdążyłam popływać w tym roku w rzece lub jeziorze.  A gdzie te spacery i opalanie się na kocyku? O sexie na wolnym powietrzu nie wspomnę. Choć to ostatnie jeszcze może mnie czekać, gdy trochę się postaram Nikt nie „każe ” tego robić w strojach Adama i Ewy. Tylko miejsce musimy odpowiednie wybrać. I wcale nie chodzi mi o to, by było bardzo romantyczne, albo szczególnie ukryte przed ludżmi, bo to się rozumie samo przez się. Muszę uważać, by nie było MRÓWEK ! Kiedyś przez te…

Smakowite usta.

  • Napisane 3 września 2015 o 19:22

Dziś DZIEŃ SMAKOWITYCH UST I BŁYSZCZYKÓW. Każda kobietka chce mieć „smakowite usta. Nie będę się rozpisywać, jak o nie dbać lub malować – każda ma na to jakiś swój sposób. Ja lubię od czasu do czasu posmarować je miodem i po jakimś czasie zlizać. Ogólnie , gdy wychodzę z domu zawsze usta mam pomalowane, więc nie mam problemów z popękanymi ustami w zimie. Podobno ponad 50 % szminki zjadają z damskich ust faceci . Smacznego      Ale nie jest tak bardzo ważne , jak wyglądają usta, ale co wypowiadają.  Choćby najpiękniejsze usta sączące jad w uszy innych, to po prostu…

Co macie wielkiego ?

  • Napisane 2 września 2015 o 14:53

Dziś króciutko. 2 września to DZIEŃ WIELKIEGO ROZMIARU. Z tej to okazji życzę wszystkim, którzy mają „coś wielkiego”, aby była to rzecz, z której mogą być zawsze dumni.      Zastanowiłam się co ja mam wielkiego ?  Hmmmm… Na pewno wielkie wrażliwe serce. I wielką wyobraznię w różnych dziedzinach życia. I wielką wolę przetrwania najcięższych chwil oraz wielką nadzieję  na spełnienie marzeń.  I wielką odporność na baaaaardzo pikantne potrawy. I wielką ochotę na natrzaskanie niektórym imbecylom.  A fizycznie – może nie wielkie, ale duże …….. oczy.  ;-D      A co wy macie wielkiego ?

W konfesjonale.

  • Napisane 1 września 2015 o 14:04

Przed ślubem kościelnym musieliśmy iśc z mężem do spowiedzi. Rzecz normalna i zdawałoby się, że nic nas nie może zaskoczyc. Byliśmy w wielkim błędzie. Ślub miał się odbyc w sobotę, więc aby się wyspowiadac i z czystymi serduszkami przysięgac sobie nazajutrz  miłośc , udaliśmy się na wieczorną mszę piątkową. Przez całą mszę ani jeden ksiądz nie pojawił się w konfesjonale. Po mszy to i owszem – jeden się zjawił. Nie byliśmy jedyni, którzy z karteczkami czekali na niego. Gdy już wszyscy się wyspowiadali – przyszła kolej na nas. Na pierwszy „odstrzał” poszedł mój mąż. To była najdłuższa spowiedz o jakiej…

Kilka centymetrów nad ziemią.

  • Napisane 26 sierpnia 2015 o 14:56

Ostatnio spotkała mnie znajoma. Już z daleka się uśmiechała, ale i patrzała lekko zdziwiona. „Jak idziesz, wyglądasz, jakbyś unosiła się parę centymetrów nad ziemią. I oczy ci się błyszczą.”powiedziała na przywitanie. Opowiedziałam jej o ślubie. Ale w duchu wiem, że to nie tylko to wprawia mnie w taki stan. Faktycznie – jest mi tak lekko i cudownie. Piękna pogoda za oknem. Zdrowe dzieci. Kochający mąż. Sprawy rodzinne ok. I…przyjaciel. Problemy też są, ale to co daje szczęście już mam. Jakże mało mi do tego szczęścia potrzeba. A zarazem jakże wielkie to ” rzeczy”. Cieszę się każdą chwilą i każdym kontaktem…

Szczęśliwa i spokojna.

  • Napisane 24 sierpnia 2015 o 16:04

Jestem szczęśliwa i spokojna. Można by to tak ując. 15 sierpnia miałam ślub kościelny. Po cywilnym jestem już 7 lat. Moje życie w końcu się odmienia.Czuję się tak, jakbym otulała się tęczą. Mąż się uspokoił. Dba o mnie. Często rozmawiamy i wychodzimy razem do znajomych. A właśnie! Znajomi! Poznaliśmy świetnych ludzi. I…..mam w końcu przyjaciela (bez jakichś podtekstów). To ktoś, z kim mogę o wszystkim porozmawiac. I o wszystkim pomilczec. I akceptuje mnie i lubi taką, jaka jestem : romantyczną,lojalną,upartą i nadwrażliwą wariatkę      I znowu mogę pisac mój blog! Stęskniłam się za wami

Chyba powinnam go udusić !

  • Napisane 23 sierpnia 2014 o 11:03

Tak, tak, powinnam go udusić !!! I każdy sąd by mnie uniewinnił. No bo powiedzcie sami, czy nie miałam powodu? Wczoraj rocznica. Wyszykowałam się. Mieliśmy wyjść do klubu jezzowego, albo na barkę, albo jeszcze gdzie indziej. Jakieś piwko. I marzyłam, by potańczyć (uwielbiam). Ale głównie chodziło, by pobyć razem i cieszyć się przez parę godzin tylko sobą. Tak więc : leginsy ( on lubi jak mam opiętą pupę), czerwono- czarna bluzka w stylu gorsetu z koronkami i klamrami, czerwone szpilki na platformie , pod spodem czerwono-czarna bielizna, pomalowane pazurki (to nie nowina, bo zawsze staram się mieć pomalowane, mocniejszy makijaż,…

8 lat radości i smutku.

  • Napisane 22 sierpnia 2014 o 17:49

Dziś jest nasz 8 rocznica „BYCIA RAZEM”. „Nasza”, czyli moja i męża. Właśnie 8 lat tamu postanowiliśmy, że będziemy razem. Potem nad rzeką przysięgliśmy sobie, że będziemy już do końca naszego życia razem. To najważniejsza przysięga w moim życiu. Dana mojemu A. przed Bogiem. Nawet ważniejsza niż ta, dana w urzędzie stanu cywilnego ( 5 i pół roku temu). Pewnie, że marzę o ślubie kościelnym. I mimo,że to moje drugie małżeństwo – takowy ślub wziąć możemy. Kocham go. Bardzo. Choć nie raz jest mi bardzo, bardzo ciężko. Choć nie raz płaczę. Choć czuję się często zaniedbana i nie zrozumiana (to…

Droga przez mękę, czyli wędrówkę po urzędach czas zacząć. cz.2

  • Napisane 20 sierpnia 2014 o 08:53

 

schody 2Jestem bardzo cierpliwa, ale i pyskata. Czasem bardzo trudno mi się powstrzymać, by nie wybuchnąć i nie nagadać nie jednej urzędniczce. Powstrzymują mnie trzy rzeczy 

1. Prócz wyładowania emocji najczęściej nie osiągnę nic. Skutek może być odwrotny i pani mnie jeszcze gorzej obsłuży [jak nie teraz, to następnym razem, a sposobów na to mają sporo].
2. Często przychodzą odgórnie jakieś nowe przepisy , formularze itp., a ludzie wyładowują złość na zwykłych urzędnikach.
3. Ludzie są tylko ludźmi. Petenci mogą być zmęczeni czekaniem lub bieganiem po urzędach [czasem sami sobie winni, gdy zostawią wszystko na ostatni moment]. Urzędnicy też nie są z żelaza. Zużycie materiału się kłania. Mogą mieć też dość głupich pytań petentów, ich kłótni pod drzwiami itp.


Moja metoda na to wszystko, to uśmiech i zrozumienie na wiele sytuacji. Wiem, że to często bardzo trudne [gdy nóż w kieszeni się otwiera], ale skuteczne. Rewelacyjne metody, to zrozumienie ciężkiej pracy urzędnika, współczucie mu, wsłuchiwanie się w każde jego słowo, chwalenie jego kompetencji i uśmiech. :lol:

A pogoda nam się popsuła. I bardzo dobrze. :-D

Droga przez mękę, czyli wędrówkę po urzędach czas zacząć. cz.1

  • Napisane 19 sierpnia 2014 o 12:58

I zaczęło się ! Dwa miesiące biegania po urzędach. W sierpniu muszę załatwić wszystko w funduszu alimentacyjnym, a we wrześniu dodatek mieszkaniowy, stypendium i rodzinne. Ci, a raczej w większości te, które przez to przechodziły lub przechodzą obecnie wiedzą, że załatwienie wszystkiego nie jest proste. Wymaga czasu, wielkiej cierpliwości, koordynacji czasowo- przestrzennej, sił, poczucia humoru, lotnego umysłu, dobrej pamięci i jeszcze paru innych cech, które „wychodzą w praniu”. Nauczona doświadczeniem z poprzednich lat – ruszyłam do boju. Po pierwsze obiecałam sobie, że nic nie zostawię na ostatni dzień. Często bowiem okazuje się, że trzeba donieść jakiś dokument, a tu biuro,…

Szczęśliwy czas.

  • Napisane 16 sierpnia 2014 o 14:56

Trochę mi się w życiu pozmieniało. Jestem szczęśliwa i to fakt niezaprzeczalny. Może nie najlepiej na blogach, ale to kwestia dyskusyjna. Czas to swoiste sito. Wiem ,kto jest jakim człowiekiem. Pomijam to, że są wakacje i nie każdy ma czas pisać. Moja wina, że nie miałam dostępu do kompa. Dzisiejsza notka krótka. Spotkałam kolejnego blogowicza. Bardziej się bałam , niż na spotkanie z Muszką. Ale było rewelacyjnie. Dzięki Rafi i Misiek. Jesteście świetni. I miłej zabawy na wakacjach. I chyba w najbliższym czasie napiszę o tolerancji i jej braku. Boja, dziękuję za @.  Sprawił mi ogromną przyjemność.  Czuję podobnie. Ale…

Dla Maszyny, jako zachęta-może tu zajrzy ?

  • Napisane 29 czerwca 2014 o 02:01

Pan i władca.

  • Napisane 28 czerwca 2014 o 16:25

Luźnegadki, a to lubisz? Uważam, że to piękne. Kiedyś kochałam się przy tym z pierwszym mężem, a potem nienawidziłam tę melodię. teraz znowu uwielbiam, bo postanowiłam zapomnieć wszystko, co mnie złe spotkało i w życiu i w łóżku z moim byłym. Przepraszam,za taką retrospekcję. Chodziło mi o opinię na temat „Schodów do nieba”.


A tytuł dzisiejszego wpisu dotyczy mojego obecnego męża. Oto taka scenka w sklepie :

-Wrzuciłeś do koszyka piwa, to może mi coś weźmiesz?

-Co chcesz?

-Nie wiem, wrzuć coś.

- Ok. Masz wafelka w czekoladzie. (0,99)

-to może jeszcze te bułeczki. Jest ich 10 i kosztują 3,59.Podzielę się z dziećmi.

-to odłóż wafelka! Bułki strasznie drogie.

- ????? Wiesz co, to ja nic nie chcę.

-Nie, no to weź bułki.

-Nie, nie chcę nic.

-Weź !!!!

-Nie krzycz. Nie chcę nic. Piwa co dzień po kilka, a nam sępisz.

-Do cholery !!!! WEŹ JE !!!!

-Nie. – i poszłam sobie.

-No do kurwy nędzy, policzymy się w domu !!!!!

Znajoma kasjerka i parę klientów aż oniemiało.

Chyba nie muszę mówić, jak się poczułam. :’-(

Dziś tylko muzyka. A co wy, kochani lubicie?

  • Napisane 26 czerwca 2014 o 16:48

Martynę Jakubowicz słuchałam jako nastolatka, ale to bardzo aktualna piosenka.

Era- słuchałam z siostrą, która już nie żyje.

Vavamuffin-  reggae – uwielbiam i zespół i rodzaj muzyki.

A więc jeszcze trochę (mądre słowa, bardzo życiowe).

A takie lubię tańczyć.

Kram z różnościami.

  • Napisane 13 czerwca 2014 o 10:33

Pamiętacie, jak pisaliśmy o swoich kotach? Obiecałam wtedy wstawić fotkę mojej Iskierki. Oto ona. Ma prawie rok, ale jest taka delikatna i mała. Ma mięciuchną sierść. Lubi wchodzić na mnie jak leżę. Zwija się wtedy w kłębek na moim brzuchu lub piersiach i słodko mruczy. Chyba jej wtedy dobrze? Mam w domu jeszcze jedną kotkę – Kulkę. Prawdziwą kulkę , to ona mało przypomina, ale dostaliśmy ją dorosłą z takim imieniem i tak już zostało. Jest zwykłym czarnym dachowcem. Strasznie wybredna w jedzeniu. Uwielbia za to wyskakiwać z okna ( 1 piętro) na podwórko i szwędać się. To kotka mojej…

Nie ważne gabaryty-ważna motywacja.

  • Napisane 11 czerwca 2014 o 18:54

W piątek po południu mojemu małżonkowi włączyły się szwędaczki i wybył z domu. Rzecz strasznie naganna, gdyż mieliśmy ruszyć z dziećmi (przyjechała też moja najstarsza córka z córeczką i chłopakiem ) na Dni M…(naszego miasta). Wyszedł,bo powiedział,że ma wszystkiego dosyć. A prawda jest taka, że miał kaca a nie miał kasy. Czekałam na niego i czekałam.Po około 2 godzinach przyszła moja druga córka i mówi : -Mamo, widziałam A. -Gdzie!? -Wychodził z Drewniaka ( sklep spożywczy typu kiosk) i niósł reklamówkę z piwami. -słowa B. postawiły mnie w stan gotowości przejawiający się tym,iż usilnie zaczęłam szukać w szafce wygodnych sportowych…

Powrót Cholery na dni cztery.

  • Napisane 8 czerwca 2014 o 01:49

Tęskniliście? Ja za wami bardzo. Ale jestem. Fakt, że tylko na kilka dni. Nie mam internetu i przez jakiś czas jeszcze mieć nie będę. Córka przyjechała i mi na trochę użyczyła. Trochę się w moim życiu nawyrabiało. Nie jest kolorowo. A gdy jest mi całkiem źle, to myślę o was ( o 30-stce, Delli, Boju i Bydlogu). O innych też ( i mam nadzieję,że niewymienieni się nie obrażą). Wasze słowa dodają mi nadziei i siły. Przyznam się, że już chciałam przejść na drugą stronę. Ale popatrzyłam na dzieciaczki i pomyślałam, że nie mogę, bo one prócz mnie nie mają nikogo,…

On się stara.

  • Napisane 27 kwietnia 2014 o 18:01

Mój mąż mówi, że się stara. Ja nie mówię, że nie. Stara się i owszem , o ile nie musi się zbytnio starać. I o ile nie koliduje to z jego planami. I nie będzie musiał zrezygnować z własnych przyjemności. I jeżeli nie musi myśleć, co ja w danej sytuacji myślę i czuję. Stara się to on mi udowodnić, że on pracuje, a ja nic nie robię. Że on zmęczony, a ja brzuchem do góry leżę całe dnie. Fakt, on pracuje fizycznie (budowlaniec) , to się natyra, że cho cho. Ja to doceniam. Wiecie, ja nawet jak byłam w ciąży…

Dom w stokrotkach.

  • Napisane 26 kwietnia 2014 o 09:14

Od jakiegoś czasu mam dom cały w stokrotkach. Moja mała Zeróweczka i Czwartolkasista przynoszą mi po każdym wyjściu na podwórko. Małe bukieciki nazrywane na trawie koło domu.Pachnące wyrazy dziecięcej miłości.Cieszę się z każdych nawet kilku kwiatków. Stokrotki stoją po całym domu w wazonikach, a nawet szklaneczkach i kieliszkach. Dołożone są czasem szafirki lub niezapominajki, a nawet miałam gałązeczkę forsycji. Te małe dowody pamięci sprawiają,że świat wydaje się sympatyczniejszy. Dzieci wiedzą, że nie trzeba drogich prezentów, a tylko odrobinę wysiłku, czasu , a przede wszystkim  – pamięci o kochanej osobie, by sprawić radość. Rozczulają mnie. A przy okazji przypominają , gdy…

Ławeczka.

  • Napisane 25 kwietnia 2014 o 09:27

indeksSiedziałam wczoraj na ławce w środku miasta. Czekałam na męża, który wracał z pracy. Taka chwila wyciszenia i refleksji nad sobą oraz poobserwowania ludzi. A ludzie różni są. O, i to jak bardzo! Większość przeciętni,ale różni, normalni. Zdarzają się jednak”okazy”. A więc siedzę i patrzę, a tu idzie kobieta chuda, wyniszczona, włosy tłuste podpięte byle jak jakąś spinką.”Idzie” to za dużo powiedziane. Sunęła na zgiętych nogach. Może ktoś mógłby pomyśleć, że pijana. Moje wprawne oko (i doświadczenia z przed 25 lat) podpowiedziało mi, że ona jest naćpana. Żal mi się jej zrobiło i wstyd za nią. Miała z 30 lat. Wyglądała na 50. Ludzie się za ną oglądali, a ja pomyślałam , że jest strasznie nieszczęśliwa.

Następnie szły dwie kobiety z kijkami. takie w moim wieku. Trochę wyższe i grubsze. Zapewne chciały poprawić swoją kondycję i trochę schudnąć. Cel ze wszech miar godny poparcia. Coś mi się jednak nie zgadzało. Wiem ! Tempo tego chodu. Ja szybciej chodzę na spacery. Panie przechodząc koło mnie dyskutowały, jak to jedna jakieś ukłucie miała przed chwilą w biodrze i czy to normalne. Miałam ochotę powiedzieć „Nie normalne, to przez tą szybkość. Zwolnij, bo sobie krzywdę zrobisz ;) „. A za moment szły dwie dziewczyny i jadły lody. Ewidentny spacer. Tempo nawet szybsze ,niż panie „uprawiające sport”.

Trzeci obrazek. Mama z synkiem czteroletnim, dwie babcie i piesek. Babcie przeciętne, jedna trzymała pieska na smyczy. Jakiś sympatyczny rudy kundelek. Dzieciak kręci się koło pieska, potem wyciąga jakiś większy kamień i z wielkim trudem przenosi go. Matka poirytowana każe mu położyć kamień. Synek nie słucha. Jak to dzieciak. Matka z petem w ustach  i wielkim brzuchem (z 7-8 miesiąc ciąży) drze się ” Do k… nędzy mówiłam ci odłóż to , bo ci uszy ponakręcam !!!” Babcie zero reakcji. Dzieciak z miejsca przerwał swoją „pracę” i stanął przestraszony z boku. Nieszczęście od niego aż biło. Moja sześciolatka, by nawet nie wiedziała, co to znaczy „nakręcić uszy”. Mały wiedział. Widocznie z doświadczenia. Straszne.

Po drugiej stronie ulicy  jakieś dwie panie nie mogły się rozstać. Wciąż odchodząc od siebie kończyły rozmowę. W pewnym momencie odległość wynosiła już może z 50 m , a one jeszcze krzyczały do siebie, umawiały się i żegnały. Cóż. Zabawne.

Popatrzyłam na brzozę rosnącą niedaleko mojej ławki. Może niedoskonała, trochę krzywa , a jednak za razem – piękna w swej delikatności i niewinności. Ukojenie dla oczu. Nikt nie jest doskonały. A jednak niektórzy są karykaturami ludzi.

Czas się uśmiechnąć.

  • Napisane 23 kwietnia 2014 o 12:55

Już czas się uśmiechnąć. Ale życie mi dokopało ostatnio. Napiszę o tym później. A teraz idę na spacer. Muszę zebrać siły, by dalej walczyć w swym dziwnym życiu ! Wróciłam. Pogoda wspaniała. Postanowiłam : ostatni raz pozwoliłam się komuś zranić. Trzeba się otrząsnąć po wydarzeniach z Wielkiej Soboty. Już nigdy nie pozwolę, by widział moje łzy. Już nigdy nie pokarzę mu, że mi bardziej zależy. Już nigdy nie zatrzymam go, gdy będzie pijany chciał wyjść. I już nigdy na moich rękach nie będzie krwi. Jestem jak ten mały kociak. Mięciutki, na pozór bezbronny i strasznie zagubiony. A przy tym –…

Cudownych Świąt Wielkiej Nocy

  • Napisane 19 kwietnia 2014 o 16:50

króliczek i komputerWszystkim moim blogowy przyjaciołom i ich rodzinom, oraz tym, którzy tu teraz zajrzeli, życzę cudownych Świąt Wielkiej Nocy. Spędźcie je zdrowo, wesoło i szczęśliwie. Niech Zajączek przyniesie wam smakołyki, a Lany Poniedziałek będzie bardzo,bardzo mokry. I nie była bym sobą, gdybym nie zapytała, jak tam wasze babeczki? Gotowe? A jajeczka? Pomalowane? A rózgi? Przygotowane?Trzymajcie się kochani. A na fotce to oczywiście ja- wasz komputerowy króliczek. ;)

Migrena.

  • Napisane 9 kwietnia 2014 o 01:20

Poprzednią noc prawie nie przespałam.Malutka budziła mi się co chwilę.Spała tylko przy piersi. Więc wstałam wykończona. Dobrze,że synek idąc rano na basen sam wstał, zrobił sobie śniadanie i wyszedł tylko mnie o tym informując. Wstałam z takim bólem głowy,że masakra. Mąż wyszedł załatwiać jakąś sprawę związaną z pracą. Zajrzałam na blogi, ale nie miałam dosłownie siły na nic. Wpisałam tylko komentarz i wszystko wyłączyłam. Myślałam, że mi czaszka pęknie. Aż wyć mi się chciało. Tabletki nie pomagały. Dobrze,że A. wrócił i zaprowadził starszą córcię do zerówki na popołudnie.Maleńka zasnęła. Myślałam, że i ja pośpię trochę. Ale najstarsze córki szykowały się do wyjścia.I jeszcze wnuczka hałasowała. Myślałam, że zwariuję. Najstarsza wyszła na egzaminy. Młodsza wzięła siostrzenicę i siostrę ( bo już się obudziła ) na spacer. Ucieszona zakopałam się w pościeli. Moja radość nie trwała długo. Po 30 min. wróciła, bo jej chłopak przyjechał. Zostałam z dwoma maluchami i migreną. Za jakiś czas przyszedł syn ze szkoły. Wziął małe do pokoju i z godzinkę dał mi się zdrzemnąć. Po moich telefonach i smsach zjawił się mój ślubny.Poszedł po małą do szkoły. Gdy wracali, złapała ich ulewa i silny podmuch wiatru połamał moją parasolkę (dostałam od synka). Wrócili mokrzy. Zresztą cały dzień ktoś wchodził, ktoś wychodził, dzieci płakały, pies szczekał i mąż wybywał z domu, zamiast mi pomóc. Zawiodłam się na nim. Pod wieczór to głowa tak strasznie mnie bolała, że z tego bólu latałam do łazienki i wymiotowałam. Słowo „latałam” jest mocno przesadzone. Ledwo szłam osłabiona i rzucało mnie od ściany do ściany.Nawet mąż, który już w końcu się zjawił,zdziwił się bardzo moim wyglądem i zlitował się nade mną i poleciał do sąsiadki po inne leki przeciwbólowe. No, nie dziwne, bo jak wyszłam z łazienki, to ledwo trzymałam się ściany i ciężko dyszałam, jakbym przed chwilą 50 pompek zrobiła.Dowlokłam się do łóżka, połknęłam 3 tabletki i nakryłam głowę poduszką. Przedtem powiedziałam, że jeśli już w końcu są wszyscy w domu, to mogą się małymi zaopiekować.I zasnęłam na godzinę. Potem obejrzałam z dzieciakami „Piekielną Kuchnię”, osłabiona jak cholera. (właściwie nie wiem , czy cholera może być osłabiona?)Obejrzałam też film , a potem boks. I późnym wieczorem zwlekłam się z łóżka. Zmusił mnie chyba podświadomie Boja i on to wie. Chyba kara mu się jakaś należy, ale zamiast tego ma @. :) To postanowiłam zrobić jeszcze ten wpis.Głowa nie boli. Jest po pierwszej. Pooglądam jeszcze tv i idę spać.

Małe zmiany i jeszcze kilka marzeń.

  • Napisane 7 kwietnia 2014 o 12:47

Natchniona przez Delle jej  porządkami, postanowiłam trochę zmienić moje otoczenie. Myśl, że mam wpływ na mój malutki domowy świat, podbudowała moje poczucie wartości. Jeżeli zmienię coś drobnego, mogę i wielkie rzeczy. Ważne, by o czymś zdecydować, ulepszyć, upiększyć. Ale nie była bym sobą, gdybym nie pomyślała, komu mogę przez moje działanie pomóc. Na pierwszy rzut poszły kwiaty domowe. Przecież są żywe i to do tego całkowicie od ludzi zależne. Zaczęłam ja przesadzać do większych doniczek, czyścić, podcinać itp. Jestem teraz w trakcie. Znalazłam jeszcze kilka marzeń. Chcę nowy tatuaż, zrobić prawo jazdy, żeby ktoś napisał dla mnie wiersz, mieć posegregowane…

Poukładane marzenia.

  • Napisane 6 kwietnia 2014 o 13:01

Dałam sobie trochę czasu na przemyślenia. Poukładałam te moje marzenia. Najważniejsze, żeby mój mąż nie pił. Ma z tym problem. Niszczy sobie życie, rozwala małżeństwo. Załamałam się, bo ostatnio znowu zaczął. Przez to zadłużył się, a z kasą i tak mamy krucho. Przez to kolejne marzenie, by spłacić wszystkie długi, legło w gruzach. Muszę się zastanowić , jak wszystko pospłacać. Co wcale nie jest łatwe. Kolejne marzenie (jedno z najpiękniejszych) oddaliło się w nieokreślony czas. Marzyliśmy, ze weźmiemy ślub kościelny. Cywilny mamy. Z pierwszym mężem mieliśmy tylko cywilny, bo on nie chciał na początku, a potem jak zrozumiałam, że nie…

Marzenia są do d…

  • Napisane 4 kwietnia 2014 o 17:48

Po co są marzenia , jeśli się nie spełniają ? To jak by się stało przed wielką szybą. Niby coś jest na wyciągnięcie ręki, a jednak nie można tego mieć. Lepiej ,żeby tę szybę zamalować. Nie widzieć, nie myśleć, nie mieć żadnych złudzeń. Już tak żyłam. Jak w śnie, gdy nie można biec. Jak w błocie jakimś. Mówię innym, że po nocy przyjdzie dzień. Czemu ja mimo, że staram się we wszystkim znaleźć coś pięknego, radosnego, jasnego – sama mieszkam w wiecznym mroku? Po co mieć nadzieję, że coś się zmieni. Że jest ktoś, kto mnie zrozumie. Jestem straszna. Tyle…

Nie odczepicie się ode mnie ;)

  • Napisane 2 kwietnia 2014 o 09:46

Na wstępie chcę was powiadomić, że NIE ODCZEPICIE SIĘ ODE MNIE ! A powód – Lubię was bardzo, bardzo a niektórych to jeszcze bardziej . Oczywiście wczoraj to był żart. Ale kiedyś tak już kończyłam swój blog. Przepraszam , że może się przeze mnie niektórym zrobiło troszkę smutno. Nawet, gdybym nie mogła dłużej pisać , to i tak bym jak najszybciej wróciła. Chyba bym trochę tęskniła za wami.Kłamię. Bardzo bym tęskniła ! I powinnam podziękować za komentarz Boja, bo niechcący pomógł mi uwiarygodnić wpis. Mam nadzieję, że się nie gniewacie?

Wczoraj moja 19-letnia córka o mało zawału przeze mnie nie dostała. Wstawała od komputera i brała kubek kawy, a ja chwilę przedtem powiedziałam jej zwykłym tonem „A co ci po plecach chodzi?” A ta z tym kubkiem zaczęła podskakiwać i się otrząsać. Szczęście, że kubek był nie pełny. Mnie i moją najstarszą to dosłownie wmurowało i ledwo się przemogłam i powiedziałam, że to żart. A potem to się tak śmiałyśmy, ze o mało z wersalki nie spadłam (tak idiotycznie w tym otrząsaniu się i piszczeniu wyglądała ta moja dorosła córcia).

Ale i mi się oberwało. I to dosłownie. Najstarsza stała do mnie tyłem i zmiatała jakieś okruszki. Podkradłam się i zaczęłam jej po plecach palcami „chodzić”. Ona w krzyk i odwinęła mi się. Oberwałam zmiotką(miotełką) w sam łokieć.Strasznie bolało :( Mam za swoje. Moje dwie najstarsze córki boją się robaków,pająków i owadów ( nawet ciem, motyli i zielonych pasikoników). Uciekają od nich nawet do drugiego pokoju i to dosłownie z krzykiem. 

Przyznam się, czego ja się boję (chodzi mi o rzeczy fizyczne) : szerszeni, os i pszczół (jestem uczulona na jad), brzydzę się pająków, wijów, szarańczy. Motyle i ćmy (wiem, wiem, że to też motyl),szczury i inne futerkowe uwielbiam. Węży się nie boję, ale raczej nie dotknę (chyba, że to dusiciel typu boa). Kameleony są mięciutkie. I żadnego psa się nie boję. Głaszczę na ulicy pitbule, amstafy, kukazy i wszelkie inne.

P.S.

Moja najstarsza stwierdziła przed chwilą, że pasikonik też może użreć (nie tylko żmija, czy pies) :)

A na fot, powyżej to ja ;)

 

Czas zamknąć blog.

  • Napisane 1 kwietnia 2014 o 10:57

Z różnych niezależnych ode mnie przyczyn muszę zakończyć pisanie bloga. Smutno mi, ale będę do was zaglądać.

Nominacja do nagrody Liebster Award – pytania do wybranych blogerów

  • Napisane 31 marca 2014 o 17:15

Strasznie trudno mi było wymyślić pytania do blogerów. Proszę , oto one : 1. Jak lubisz spędzać wolny czas? 2. Dzień czy noc? 3. Do którego zwierzęcia możesz się porównać? 4. Wymarzona podróż? 5. Najbardziej szalona rzecz, jaką zrobiłeś/aś? 6. Czego w sobie nie lubisz? 7. Lubisz tańczyć? 8. Dlaczego piszesz bloga? 9. Co lubisz, a co nie we mnie? 10.Co jest w życiu najważniejsze? 11.Czym jest miłość?   A oto nominowane przeze mnie blogi ( i dlaczego) : tom.blog.pl bo był pierwszy , który skomentował mój blog, przez co mam do Bydloga wielki sentyment  i walczymy razem z Nadzieją…

Nominacja do nagrody Liebster Award – zaskoczenie i zdziwienie !

  • Napisane 29 marca 2014 o 13:19

Wczoraj całkowicie zaskoczył mnie komentarz, iż otrzymałam  nominację do nagrody Liebster Award. Byłam równie zdziwiona, co zaskoczona. I przyznam się, że chciałam odmówić. Piszę blog, aby przelać na jego karty swoje myśli, wspomnienia. Dzięki niemu poznałam kilku wspaniałych ludzi i bardzo się z tego cieszę. I jestem im wdzięczna , że mnie znoszą (czytają, komentują i pozwalają wstawiać posty u siebie). Nie zależy mi na popularności. Ale pomyślałam, że jeśli odmówię sprawię przykrość osobie, która mnie nominowała tesiat.blog.pl . Dziękuję droga blogerko, właścicielko bloga TesiaT. Zacznę od wyjaśnień: „Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze…

Smutny anioł.

  • Napisane 27 marca 2014 o 17:25

Czasem myślę, że moim opiekunem jest jakiś smutny anioł. Jego aura przenika mnie na wskroś. Staję się jednym wielkim drżeniem serca.Czasem przeklinam swoją wrażliwość. Te inne odbieranie świata. W najtrudniejszych chwilach, gdy przez łzy nie widać prawie nic, umiem zachwycić się piękną wonią kwiatów lub pod palcami wyczuć zachwycającą delikatność jedwabiu. I empatię

Śledzie w śmietanie i pierniki.Mniam,mniam

  • Napisane 26 marca 2014 o 14:07

  Od jakiegoś czasu chodzą za mną śledzie w śmietanie i pierniki. I owszem, mogłabym je jeść na zmianę. I do tego placki ziemniaczane (bez cukru, jak to niektórzy zwykli posypywać). I krwisty stek  i mizeria !!! I kawałek pizzy z krewetkami i papryczkami pepperoni. A na deser kawałek tortu cytrynowego na bitej śmietanie i porcja lodów płonących śmietankowych z sosem toffi. Do tego espresso i ajerkoniak. Mniam , mniam…

Bez tytułu

  • Napisane 25 marca 2014 o 14:55

Minęło kilkanaście lat. Co roku w Święta Bożego Narodzenia przypominam sobie tamte ostatnie święta z nią. Pojechałam do rodziców wbrew woli męża (teraz byłego). Mogłam zabrać tylko starszą córeczkę. Młodsza została z nim. Święta wspominam bardzo ciepło.Brak tylko tej mojej młodszej córci wbijał mi się cierniem w serce. Na pamiątkę zostało mi kilka zdjęć. Na niektórych ona – śliczna szatynka, ścięta trochę na pazia. Uśmiechnięta. Przeglądam te fotki i smutno mi. Są też inne, trochę wcześniejsze. Tam trzyma siostrzenicę- swoją chrześniaczkę. Ubrana w kobaltową sukienkę. Znowu ten uśmiech i ogniki radości w piwnych oczach. I te ostatnie zdjęcia. Już wiosenne.…

D… blada i siekane glizdy.

  • Napisane 24 marca 2014 o 17:57

Dupa blada i siekane glizdy ! (jak to mawiała moja koleżanka, jak jej coś nie wychodziło) . Dziś ,aby sprawić sobie przyjemność, kupiłam sobie spódniczkę. Taka beżowo złocista z jakiegoś lejącego materiału. Spojrzałam na rozmiarówkę. 38. -ok. Spojrzałam na spódniczkę. -ok. Co do spódnic i spodni dla mnie – mam miarę w oku. Nie mylę się. W pasie to i 36 by pasowało, ale biodra okrąglejsze leciutko, to 38 jest w sam raz. Spódnica w torbie – banan na twarzy. Postanowiłam dogodzić sobie bardziej. A co mi tam ! Dobrałam bluzeczkę. Taką i jeden odcień jaśniejszą, koszulową z leciutkimi falbankami  i wiązaniem pod biustem. Rozmiar M. Myślę zawsze M , to będzie dobrze. Ale już mnie coś spokoju nie dawało. W domu przymiarka. ( w sklepie nie miałam czasu) Spódniczka idealnie. Bluzka..dupa blada i siekane glizdy do potęgi ! Plecy idealnie, pod biustem idealnie, powyżej – ” coś mnie obściskuje”, cytując pewną Amerykankę z serialu Baobab, gdy nie mogła dopiąć kamizelki wojskowej.  I mnie obściskuje. Dopiąć się za cholerę nie mogę. Faktycznie, no oko widać, że za mała w części do oddychania. I  to już musiałam w sklepie zauważyć, ale do świadomości nie dopuściłam. Co ja głupia myślałam, że mi przez drogę cycki zmaleją ?! Czy może myślałam, że powiększę bluzkę siłą umysłu? Nie wiem. Po prostu naszła mnie jakaś pomroczność jasna. Postanowienie dnia : Nigdy więcej kupowania bluzek bez mierzenia.

A ten kot to dla Boja. Powiedział, że jest tylko trochę brzydszy od naszych kotów. A ja mam nadzieję, że jest przynajmniej trochę ładniejszy od tego koteczka rasy SFINKS. :D

Wierszyk nie o kocie.

  • Napisane 23 marca 2014 o 11:50

Kiedyś popełniłam wierszyk wcale nie o kocie jakby się wydawało. Siedzi kot syjamski. Pręży się i mili I już na mych kolanach Głowę ma po chwili.   Oczka ma niebieskie, Futro z aksamitu. Głaszczę go urzeczona I pełna zachwytu.   Języczek ma różowy. Pyszczek sympatyczny, Łapki delikatne. Słodki jest i śliczny.   Nigdy go nie skrzywdzę I on mnie nie zrani. Dość mam już tych psów -Pierdolonych drani !  

Bez tytułu….

  • Napisane 22 marca 2014 o 12:12

Dziś nic nie napiszę. Przepraszam.

Wiosna, sex i jedzenie.

  • Napisane 21 marca 2014 o 12:24

Trochę kontynuując wczorajszy wpis i oczywiście komentarze jakie się po nim pojawiły, postanowiłam napisać o sprawach damsk-męskich. Wiosna, ciepło za oknami, budząca się przyroda i oczywiście to, że możemy troszkę ciuszków zdjąć z siebie, usposabia do myślenia o sexie. Ba, nie tylko do myślenia jakiegoś przelotnego. Wręcz do marzenia o sexie i pragnienia bliskości drugiej osoby. Napisałam „drugiej”, ale co śmielsi marzą o kilku osobach na raz. Nie znaczy, że zaraz biegną na orgie, ale pomarzyć-fajna rzecz. Zależy co kto lubi. Często na marzeniach się kończy, ale nie z nieśmiałości lecz raczej braku możliwości. Marzenia o sexie mają wiele wspólnego z filmami erotycznymi. Jeden woli oglądać delikatne igraszki pary hetero, inny ostre porno różnych płci w różnych konfiguracjach w różnych miejscach plus różnorodne gadżety. Nie znaczy, że wszystkie fantazje mają zaraz (lub w przyszłości ) spełnić się. Wczoraj życzyłam wam sexu na łonie przyrody, ale dziś chciała bym uzupełnić życzenia : kochajcie się na umór też w domku (pomieszczeniach). Kuchnia jest świetna. Tyle tu możliwości. Super jest siedzieć pupcią na wibrującej pralce , a facet…., Bardzo użyteczne są niektóre owoce (np.banany (nie lubię smaku bananów, ale nie mówię tu na razie o smakowaniu)) i warzywa np. ogórek szklarniowy, mała cukinia czy pokażniejsza marchew. Trzeba tylko uważać, by banan nie był zbyt dojrzały, a marchew w piachu ;-) Produkty jadalne oczywiście można jeść karmiąc się nawzajem lub z ciała ukochanego (ukochanej). Mój mąż np. nie lubi bitej śmietany, a ja uwielbiam. Pokrywam jego piersi, brzuch, uda i genitalia i pomalutku zlizuję. Drży wtedy cały i jęczy. Wymyśliłam kiedyś (jeszcze nie z mężem) , by nabrać do ust lodowaty napój gazowany i stojący penis faceta. Podobno daje efekt przyjemnego mrowienia i leciutkich igiełek. Potem napój się połyka nie wyjmując ptaszka z ust. Za moment jest on z powrotem cieplutki. Można powtórzyć. I na koniec dodam ,że super być obsmarowanym różnościami (wedle gustu) i się przytulać i ocierać. A w ogóle ,to fajnie jest się ciurlać , jak to mówią krasnoludki, które na wiosnę też wyłażą z różnych dziur.

Wiosna, wiosna, ach to ty….

  • Napisane 20 marca 2014 o 17:15

Z okazji pierwszego dnia wiosny życzę wszystkim moim kochanym blogowiczkom i blogowiczom spełnienia marzeń dotyczących wszystkich sfer życia, dużo sexu (nawet na świeżym powietrzu, jeśli ktoś lubi), samych słonecznych myśli oraz by rozkwitali jak pierwsze wiosenne kwiaty. I wiecie co?- dziękuję, że jesteście.

Nie mam siły pisać.

  • Napisane 19 marca 2014 o 15:20

Weszłam na blog Boja. Komentarze. Grzech. Pewna Nadzieja rozwaliła mnie. Dewotka. Nie mam siły pisać, tak mnie to wytrąciło z równowagi. Muszę ją częściej czytać, to obejdę się bez kawy – tak mi ciśnienie podniosła. I jeszcze moja mama ma dziś operację. W Bydgoszczy. Daleko. Nie wiem co się z nią dzieje. Bracia i tata nie dają znaku. Nie dzwonię. Czekam.

Latające psy już za nami.

  • Napisane 18 marca 2014 o 13:40

Wczoraj w moim blogu znalazł się latający pies na smyczy. Uznaję go oficjalnym symbolem niezależnych od nas wietrznych kataklizmów pogodowych w mieście i moich prywatnych zawirowań i podmuchów niezrozumienia w małżeństwie. Pies wylądował i nastał względny spokój. Z moim Śpiącym Królewiczem wszystko sobie w niedzielę wyjaśniliśmy. Ależ ja głupia baba byłam ! Myślałam, że już mu się mu nie podobam i takie tam. A tu trzeba było skorzystać z mądrości ludowej , że jeśli nie wiadomo o co chodzi , to chodzi o pieniądze.Ciężko nam się ostatnio żyło i zastawiliśmy obrączki. Mąż miał dostać zaliczkę w pracy i „przedłużyć” je.…

Łeb urywa.

  • Napisane 17 marca 2014 o 23:55
images w

Tak dziś wiało, że urywało łeb przy samej dupie. Wyszłam z domu bardziej z musu niż chęci bratania się z aurą. Na początek wietrzyk zamienił się w krytyka fryzur i osobiście postarał się, by mój koczek zamienił się w nie wiadomo co. I tak upodobniona do mitycznej Meduzy, ruszyłam rażnym krokiem do księgarni. Dwie ulice dalej dzielni robotnicy układali nowy chodnik. Zefirek postanowił, że mój podkład i puder na policzkach to mało. Cienie na powiekach też mu się nie spodobały, więc sypnął mi piachem w twarz. Teraz to uroczo wyglądałam. Szłam dzielnie dalej. Dotarłam między wieżowce. Wiatr tam wiał chyba…

Ja cię kocham, a ty śpisz… cz.3

  • Napisane 14 marca 2014 o 09:27

Wczoraj postanowiłam działać. No może nie na całego, ale tak na 50 % – 60 %. Myślę sobie : czas to zmienić, rola nie może leżeć odłogiem i takie tam podobne myśli. Przez cały dzień wysyłałam do mojego męża lekko sprośne sms-y z zapowiedziami , co mu zrobię wieczorem. Około 18 ubrana w obcisłe spodnie, extra bluzeczkę pod rozpiętą kurtką, półkozaczki na 10 cm szpilce, ładnie uczesana i pomalowana – ruszyłam po niego. Wraca z kumplami z pracy busem. Zobaczył mnie. Uśmiechnął się zadowolony i ucałował. Wszystko było ok i zapowiadał się gorący wieczór. Przyniosłam do pokoju schłodzonego szampana (wino…

Ja cię kocham, a ty śpisz – cz.2

  • Napisane 13 marca 2014 o 11:40

Przedwczoraj ja zasnęłam ( i kilka wieczorów poprzednich też), a wczoraj – zasnął on. Nie wiem czy płakać, czy się śmiać. Próbowałam go obudzić. Delikatnie. Obudził się i owszem, ale nie cały. To znaczy on cały spał, a obudziła się część jego. Ta właśnie najbardziej mi potrzebna. Zastanawiałam się nawet, czy tej części, gotowej bardzo, nie wykorzystać bez wiedzy właściciela. Zdarzało mi się tak kiedyś i mój luby budził się rozleniwiony, ale zadowolony bardzo. Z dwa razy nie obudził się (ma mocny sen, szczególnie po alkoholu). Wtedy potraktowałam to częściowo jak żart. Rano był wtedy bardzo zdziwiony, że jego bokserki…

Ja Cię kocham , a Ty śpisz…

  • Napisane 12 marca 2014 o 11:42

Parafrazując powyższy tytuł i aby być w zgodzie z prawdą, powinnam napisać ” on chce się kochać, a ja śpię”. Za oknem wiosenne słoneczko, a ja czuję się, jakby nadchodziła jesień. Jakbym zamieniała się w starego, grubego niedżwiedzia marzącego by przespać zimę. Ogólnie jestem typem sowy. Lubię siedzieć po nocach, a spać chodzę około 1-2 w nocy. A teraz od kilku dni po 21 jestem już tak padnięta, jakbym nie spała 3 doby. Ostatnio tak się czułam 2 lata temu (nie wiedziałam jeszcze, że jestem w ciąży). Gdyby i teraz okazało się, że to ciąża – załamała bym się. Mam…

Śmierć, która wcale mnie nie poruszyła.

  • Napisane 11 marca 2014 o 10:01

Wczoraj dowiedziałam się, że mój znajomy nie żyje. Miał 48 lat. Poznałam go, gdy miał lat 21 i ksywę Locha. Był to rok 1986, a on był punkiem. Trzymali się w trójkę : on, A. , oraz Mały (mój póżniejszy mąż). Ja i moja przyjaciółka wkręciłyśmy się do paczki. Mały miał długie włosy i słuchał TSA, Dżem itp. A. świetnie grał na gitarze i śpiewał. Łączyło ich osiedle i narkotyki. Mówili, że biorą „sportowo”. Nie najlepiej układało mi się w domu i by poczuć się niezależna- zaczęłyśmy włóczyć się z nimi. Słuchało się muzyki (np. Pink Floyd, Led Zeppelin, Bob Marley ), jeżdziło na koncerty. Patrzałam jak biorą i pilnowałam, by żaden nie miał zapaści. Byłam z siebie dumna, że nigdy nie spróbowałam. Po jakimś czasie ja chodziłam z Lochą. Ale tylko miesiąc. Jego rodzinka okazała się bardziej świrnięta niż on. Miałam szesnaście lat i dzięki jego ciotce pierwszy raz byłam tak pijana, że wracając do domu spadłam z krawężnika i rozbiłam sobie głowę. On wziął mnie na ręce i zaniósł do domu (mojego). Po kilku dniach zerwałam z nim. A potem zaczęłam chodzić z Małym. Locha startował do mojej przyjaciółki, ale też im nie wyszło. Ona po roku zaczęła chodzić z A. i do dziś są małżeństwem (mają 2 dzieci). A. wyszedł z nałogu. Ja wyciągnęłam Małego (ale szybko zaczął pić i być agresywny, ale to inna historia). Locha ciągle przygrzewał w żyłę i pił. Picie mu nadal zostało. Ostatnio (rok temu) jak go widziałam, to był wrak człowieka. Wyglądał jak menel 20 lat starszy niż miał. Niedawno dowiedziałam się, że siadła mu wątroba i jeszcze jakieś narządy. Umieścili go w domu pomocy społecznej. Masakra. I właśnie wczoraj dowiedziałam się, że już po nim.

Zawsze przejmuję się, gdy umiera ktoś z moich znajomych. To dziwne, że nic mnie jego śmierć nie obeszła. Może spodziewałam się tego, wiedząc jak żle z nim. A może sprawia mi jakąś podświadomą ulgę, że nic nie zostaje z tamtego świata, kiedy zaczęła się moja gehenna.

Okruszki szczęścia.

  • Napisane 10 marca 2014 o 08:49

     Wczoraj zastanawiałam się nad tym, co przeczytałam w komentarzu do jednego z poprzednich wpisów. Czy faktycznie trafiałam na niewłaściwych facetów? Wychodzi na to, że tak. Ale chyba nie to jest najważniejsze. Ważne jest dlaczego na takich natrafiałam lub takich przyciągałam do siebie? Co jest we mnie takiego? Doszłam do wniosku, że po pierwsze mój wygląd: drobna blondynka, niebieskie oczy, mająca czym oddychać, sprawiająca wrażenie osóbki delikatnej i kruchej. Większość mężczyzn chce roztoczyć opiekę nade mną. Pomagać mi, troszczyć się o mnie. I to by było ok. Tylko u niektórych przeradza się to w chęć „ubezwłasnowolnienia” mnie. Tak miał np. mój były szef. Póki mógł o mnie po swojemu dbać (kupował śniadania, kawę itp, płacił za bilety kolejowe, obiad, dzielił się w pierwszej kolejności ze mną planami związanymi z firmą, dawał parę groszy extra za szybciej zrobioną umowę lub bym kupiła coś dzieciom i pocieszał mnie, gdy przychodziłam z zapuchniętymi oczami i kolejnym siniakiem), był miły. Gdy zaczęłam mieć własne zdanie na temat jak np. mam spędzać wolne popołudnia, z kim rozmawiam przez telefon lub przez internet, nie spodobało mu się to. Wydzwaniał do mnie, pisał smsy i awanturował się, że nie odebrałam telefonu i że na pewno spotykam się z kimś, a on nie pozwala. Zamęczał mnie tak nawet jak pojechałam z dziećmi do rodziców. Nie mogłam mieć włączonej komórki, bo wciąż dzwonił. Jak nie odbierałam- dzwonił do mojej mamy. Wiedział, że moja mama wie, że w małżeństwie mi się nie układa. Mówił, że przecież on chce mi pomóc, a ja taka niewdzięczna (był kilkanaście lat starszy ode mnie). Moja mama też go miała już dosyć. Gdy przyszłam znowu do pracy okazało się, że przejrzał mój komputer, historię gg itp. Niewiele znalazł, bo wszystko usuwałam. Był  coraz bardziej wściekły. Urządzał mi dzikie awantury w biurze doprowadzając do łez. A wtedy przepraszał, klękał, obiecywał, że już będzie ok, przynosił kwiaty. Gdy wychodziłam na pocztę – śledził mnie. Zaczął nawet śledzić mnie jak szłam do domu lub kręcić się po moim osiedlu. Wpadł w taką paranoję, że zaczął kiedyś krzyczeć na mnie na ulicy, gdy spotkałam znajomego, który pytał się, co u mnie słychać. Był tak zazdrosny i zaborczy, że nawet poszedł do mojego męża i jakiś głupot mu nagadał. Wiedział, że naraża mnie na kolejne siniaki. Mówił, że muszę być jego, ale on nie może się rozwieść, bo ma dzieci,które potrzebują jego opieki (najmłodszy syn studiował). Chciałam odejść z pracy, ale ciężko znależć inną, mąż nie pracował, troje dzieci). W końcu nie wytrzymałam. Osaczona, znerwicowana, zastraszona. To był jeden z najpiękniejszych dni. Przyszłam do biura, poczekałam aż on wyjdzie, spakowałam swoje rzeczy i z pudłem w objęciach minęłam go w drzwiach. To było cudowne! Istne wyzwolenie! Jego wściekła mina warta 1000 $. Wiedziałam, że on mi nie odpuści. Wydzwaniał. Śledził mnie. Zadzwonił kiedyś, gdy byłam u znajomych. Chciał się spotkać. Zgodziłam się. Powiedział, że nad rzeką. Zamiast mnie poszedł mój przyjaciel (obecnie mój mąż). Gdy H. go zobaczył- uciekł.Nawet nie rozmawiał. Potem opowiadał, że nasłałam na niego zbirów.

Przyciągam takich ludzi, bo za bardzo ufam i wierzę, że ludzie chcą mi po prostu pomóc, a oni widząc, jak bardzo zależy mi , by mieć koło siebie bratnią duszę – wykorzystują to. Chyba wszyscy faceci lubią mieć władzę i kogoś na własność. Nawet mój obecny mąż czasem tego próbuje. Nie ma bezinteresownych mężczyzn.

Okruszki Szczęścia.

  • Napisane 8 marca 2014 o 15:29

     Wczoraj mój 10-cio letni syn pojechał na turniej taneczny do Puław. Dziś co jakiś czas dzwonił  i opowiadał jak przebiega turniej. W pewnym momencie okazało się, że dalej nie przejdzie. Bardzo to przeżywał. Płakał. Nie uważam, że to wstyd. On jest bardzo wrażliwy, ale kiedy trzeba ma waleczne serce. Po mamie. Pocieszałam go i mówiłam, że na następnym turnieju pójdzie mu lepiej. Teraz ma nową partnerkę, dla której jest to pierwszy turniej. Tańcząc w parach trzeba być trochę jak w małżeństwie- na dobre i na złe. Na początku rozmowy syn był rozżalony i zły na swoją partnerkę. Potem jednak stwierdził, że jej też jest na pewno przykro i poszedł ją pocieszyć. A ja pomyślałam, że choć mi też jest przykro, to rolą mamy jest stać murem za swoim dzieckiem i być z niego dumnym nawet wtedy, gdy nie wygrywa. Bo w życiu nie jest ważna wygrana, ale dawanie z siebie wszystkiego co najlepsze.

A co do łez, to właśnie prawdziwy facet umie zapłakać, kiedy musi. Prawdziwy facet nie udaje dupka-twardziela, którego nic nie rusza. Są sytuacje, że gdy mężczyzna przytuli się i powie, że np. jest tak ciężko, że ma wszystkiego dosyć i popłynie mu parę łez, to jest wręcz wspaniałe. To świadczy o zupełnym odkryciu się i zaufaniu. Kobieta powinna to umieć docenić.

Wiem, że dziś Święto Kobiet, tej słabej płci, ale czasem się zastanawiam, kto tu jest „ta słaba płeć”? I mam apel do kobietek : moje drogie MĘŻCZYZNA TEŻ MA DUSZĘ.